2006-04-20

Antananarivo

Przyjechalem do Antanarivo w nocy. Po wypaleniu dwoch papierosow pojechalem taksowka do hotelu, ktory ktos na lotnisku mi polecil i od razu poszedlem spac wykonczony 14 godzinna podroza. Rano pierwsza niespodzianka - Tana zupelnie nie przypomina stereotypowego obrazu brudnej i zakurzonej afrykanskiej stolicy. Bardzo zielona i pieknie polozona na wzgorzach kojarzy sie raczej z Karaibami. Druga niespodzianka, tym razem przykra i wlasciwie nie do konca niespodzianka bo gdzies tam sie tego spodziewalem to fakt ze nikt nie mowi po angielsku. Ja prawie w ogole nie mowie po francusku. Na horyzoncie pojawily sie klopoty, ktore zmaterializowaly sie podczas wizyty w Ministerstwie Kultury i Turystyki(sic!). Otoczyl mnie mur niezrozumienia. Pojechalem do Zoo poogladac lemury.
W miedzyczasie okazalo sie takze ze ze wzgledu na niedawna pore deszczowa drogi sa nieprzejezdne i moj plan powtorzenia trasy wyprawy Lepeckiego jest kompletnie nierealny. Utwierdzilo mnie to w przekonaniu ze pokaz nalezy zorganizowac w stolicy.
Nastepne kilka dni spedzilem wloczac sie po miescie w poszukiwaniach jakichs miejsc w ktorych mogla by sie odbyc wystawa i w ten sposob trafilem do Centrum Sztuki i Archeologii.