
Wedrujac po ulicach Antananarivo tafilem na kilka niklych sladow polskiej obecnosci na wyspie. Beniowski jest jak najbardziej zrozumialy - swoja droga to najladniejsza tabliczka z nazwa ulicy w tym miescie. Obok znajduje sie tablica z ktorej wynika ze hrabia byl Wegrem. Niestety.
Stanislas moglby byc przodkiem jednego z polskich przedsiebiorcow, ktorzy mieszkali tu przed wojna. Barwnie opisal ich Arkady Feidler w ksiazce "Jutro na Madagaskar".
Serce rosnie gdy o nich myslec. Spisali sie gracko. Zlozyli dowod ze z w lagodnych pol polskich i z laskawego klimatu mozna przeniesc i gdzie indziej twarda krzepe i junacka ochote. Tu na Madagaskarze obce slonce nie piesci, obca reka nie glaska. Tu latwiej pasc niz stac. A oni staneli mocno. Zawistna lape Grekow strzepneli. Hindusow wzieli za morde, Malgaszow pozyskali, wode na swoj mlyn skierowali, los sklonili do usmiechu; od Grekow i Hindusow wymusili uzanie, od Francuzow przyjazn. I chwala jeszcz gorace slonce, ze rafie plodzi i pracuja bez wytchnienia, dzielne lechickie zuchy.
O tym jednak co robi Polska flaga i szabla(?) na grobie ksiecia Rabobazaky nie mam najmniejszego pojecia.