
Dzisiaj zamknalem Tymczasowe Centrum Kultury Polskiej i znajdujaca sie w nim wystawe. Przez trzy dni dzialanosci centrum odwiedzilo okolo 50 osob. Udzielilem tez wywiadu do lokalnej gazety - ma ukazac sie we srodowym numerze dziennika.
Jezeli chodzi o kulture , Madagaskar znajduje sie w sytuacji gleboko kolonialnej. Czyli po prostu kultura, wspolczesnym sensie , nie istnieje. Nie ma kina (prawdopodobnie na calej wyspie, oprocz instytutu francuskiego, ktory oczywiscie pokazuje tylko francuskie filmy), nie ma teatrow i nie ma wystaw . Jest jedno prywatne centrum kulturalne , ktore zajmuje sie jednak glownie badaniem i konserwowaniem wartosciowych przejawow tradycji, a nie jakas analiza wspolczesnosci i jej problemow. Poza tym prowadzace zdecydowanie kolonialno-edukacyjna polityke centrum Goethego i instytut Francuski.
Czy w takiej sytuacji sztuka wspolczesna ma w ogole szanse na jakas oparta na zrozumieniu percepcje? Z mojego malego eksperymentu wynika ze raczej nie. Oczywiscie nie sa to jakies daleko idace wnioski i nie mozna ich uogolniac, ale nawet pomimo wyboru prac w zasadzie ewidentnych i dosadnych, uzywajacych czesto jezyka drastycznego (szczegolnie praca anty-wojenna), nie wywolaly one wlasciwie zadnych zywych reakcji. Wyglada na to ze szok i prowokacja tez wymagaja jakiegos kulturowego kapitalu , jakiejs bazy , ktora musi byc obecna, aby sztuka mogla funkcjonowac w taki sposob.